Witam wszystkich czytających i zapraszam do czytania
Historia pewnego komara co to można rzec - oszukał przeznaczenie. Wszystko zaczęło się od zakupu Ogara 200, którego pokazywałem niedawno na forum. Podczas jednego z kolejnych spotkań z właścicielem i wspominaniem jego dawnych czasów jak to na nim jeździł, wspomniał że ś.p. ojciec miał kiedyś jakiegoś komarka ale mówił że ponoć ojciec nie mógł sobie z nim dać rady a rama podobno przegniła. Szczegółów jaki to model dokładnie nie pamiętał ale mówił że na kopkę i że posiada sprężyny zawieszenia jak w ogarze. Od razu mówię że sąsiad nie mieszka na działce na której są motorki, mieszka w innym miejscu a tutaj przyjeżdżał co weekend lub rzadziej.
Teraz przenieśmy się do połowy listopada 2025r. Byłem pomóc przekopać ogródek. Po skończonej robocie i pogawędce spytałem czy mogę zajrzeć do szopy zobaczyć czy gdzieś widać komarka. Nic nie zauważyłem ale właściciel gdy wszedł dostrzegł zbiornik paliwa. W ten to sposób zdobyłem pierwszą część komara. Po oględzinach okazało się że przednie mocowanie jest urwane i zostało zdrutowane do baku. W środku paliwa nie było i środek był w pięknym stanie. Kranik mimo tragicznego wyglądu zewnętrznego po lekkim czyszczeniu okazał się sprawny i działał jak należy. Byłem również w innej zawalonej szopie gdzie znalazłem kopniaka oraz tłok, który był po wysunięciu się zabezpieczenia sworznia podczas pracy- uszczerbek powstał. Od tego momentu nastała zimowa przerwa.
Nastaje kwiecień 2026r. Urwane mocowanie zbiornika pospawałem elektrodą. Był strach żeby nie przepalić baku ale się udało. W pierwszy weekend kwietnia pojawił się ów sąsiad. Byłem już umówiony na opryskanie mu drzew - opryskiwacz spalinowy CMS Turbine K45 dla ciekawych. Właściciel zadowolony, a mi pozwolił dalej grzebać w szopach. Poszedłem do tej szopy gdzie był zbiornik. Po chwili na ścianie pojawił się wydech z kolankiem. Zacząłem przeszukiwać tu i tam ale nic nie widzę. Miałem już zrezygnować ale zajrzałem jeszcze pod przód wozu drabiniastego. Dojrzałem pod stertą kartonów na ziemi kawałek ramy od komara. Po odwaleniu śmieci okazało się że była tam: rama ze światłem, tablicą i bagażnikiem, wahacz tylny, przedni widelec (myślałem według opowieści że skoro zawieszenie jak w ogarze to będzie 2351, a tu stary typ jeszcze

. W ziemi odgrzebałem jeszcze stopkę centralną i osłonę łańcucha. Na dworze był jeszcze łańcuch ale w stanie agonalnym a i tak raczej chciałem dać nowy. Rama okazała się zdrowa ze spawanym mocowaniem tłumika oraz lewym wejściem na tuleje wahacza. 2 tygodnie później, miałem już całe kilka godzin więc zacząłem grzebać w blaszaku. W kanale znalazłem koła od WSK Z1

. Po krótkim czasie ukazał się silnik- i to w całości! Gaźnik był odsunięty na bok, świecy brak. Z początku stał ale po chwili ciężko ale obróciłem wałem. Znalazły się również 2 osłony gaźnika, 2 schowki narzędziowe, podnóżek z pedałem hamulca oraz klameczka. Po powrocie z łupami do domu zacząłem powolny remont.
Silnik zacząłem rozbierać. Nie będę zanudzał szczegółami bo fajnie się go rozbierało, widać że był kiedyś rozpoławiany. Oto co w silniku było nie tak: docisk sprzęgła był w środku zmasakrowany. Brak popychacza sprzęgłowego, sprzęgło było wciskane krzywką która jest na wałeczku, raczej to nie działało. Przebity uszczelniacz od strony sprzęgła. Łożysko wałka zdawczego było o krok od tragedii, kulki latały luzem. Wyłamany pierścień trzymający sprężynę kopniaka, sprężyna założona odwrotnie aby nie wyskakiwała. Podstawa statora ułamana, oraz posiadała mnóstwo mikro pęknięć. W rękach złamała mi się w pół, dodatkowo był krzywy kołek przerywacza. Magneto też było ściągane śrubokrętami i było wybrzuszone ale co ciekawe bicia nie posiadało. Standardowo poszły łożyska, simeringi i uszczelki oraz pierścionki. Szybkie honowanie cylindra papierkiem. Gdy sprawdzałem sobie po kolei wszystko- najpierw złożenie ze skrzynią, potem wałem, jak to mam w zwyczaju na oko sprawdzałem bicie wału. O ile od strony magneta wyglądało dobrze o tyle gdy zobaczyłem stronę sprzęgła o mało zawału nie dostałem

. Przyrządu nie miałem ale było ogromne. Jak więc zmierzyłem bicie? Kawałek części komputerowej (duża płaska wysoka ścianka). Nie jest to profesjonalne ale radzić sobie musiałem. Przystawiłem do wału i powoli nim obróciłem. Wał poszedł w przód po czym w tył. Szczelinomierz mówi 0,8mm. Tak być nie może. Popsuło to mi humor bo co tu robić? Już wiedziałem czemu uszczelniacz od tej strony uległ zniszczeniu. Wał obracał się lekko ale miał ogromne bicie. Wtedy przyszedł mi wprost głupi pomysł- ale skoro i tak mam krzywy wał gorzej być nie może

. Zakładając że skrzywiło się to od braku popychacza co jest możliwe postanowiłem spróbować. Na przeciw wagach wyglądało wszystko ładnie. Mój prowizoryczny przyrząd, młotek i wał. Oceniłem gdzie jest najwyższy punkt, podparcie drewienkiem... i lekki stuk. Sprawdzenie, stuk, sprawdzenie stuk. Ku mojemu zdziwieniu- wał się wyprostował. Nie jest to żadne profesjonalne podejście i raczej nie polecam nikomu tak robić. Wał na końcu czopu miał jakieś 0,1 do 0,15mm bicia. Na łożysku jest ono mniejsze. Silnik można było teraz społowić co uczyniłem. Doszło przelutowanie układu zapłonowego na nowy stator, nowe kabel WN i fajka, ustawienie zapłonu. Od strony sprzęgła nic nie zakładałem, chciałem podczas pracy obejrzeć jak to będzie. Brakowało mi do gaźnika śruby regulacyjnej dawkę paliwa i przepustnicy. Po jakimś tygodniu udało się ją zdobyć.
Silnik wylądował w ramie. Szukanie iskry (kondensator się odkręcił). Wiertareczka i próbujemy. Raz kolejny nic. Według mnie powinien zapalić. Trochę mi zajęło gdy stwierdziłem że może tłumik jest zapchany. Ale dalej to samo. Silnik dziwnie ciężko się obracał, bez świecy lekko. Zdjąłem kolanko i wlałem nafty. I co? Nie przepływa! Kolanko na zgięciu było zawalone nagarem. Wiertareczka, sekunda zakręcenia silnikiem i odezwał się. Po chwili już chodził odpalony. Nie chciałem go przytrzeć więc na drugi dzień wypalanie nagaru. Założyłem wydech i znowu go odpaliłem. Ładnie chodził, równiutko. Uszczelniacz od strony sprzęgła leciutko się pocił od strony zewnętrznej co zaraz poprawiłem- musiał mi się podwinąć przy zakładaniu. Wszystko wyglądało dobrze. To wszystko trochę zajęło, był już koniec maja. Przestoje były też z powodu braku właściciela- nie miałem jak szukać kolejnych części oraz czekaniu na nowe części.
Początek czerwca, znowu zacząłem przeszukania. Tym razem kompletna lampa z kablami, kierownica, zmiana biegów, oraz siodełko. Niestety obszyte oraz urwane mocowanie z przodu. Koła były w wózku ogrodowym. Dogadałem się że zabiorę wózek i te koła od WSK i je zamienię. Tak zrobiłem, koła od komarka wyjąłem, koła od wuechy przymierzyłem, spawareczka w ruch delikatne modyfikacje, nowe łożyska. Właściciel zadowolony a ja uzyskałem koła. Co prawda opony i dętki od wywalenia ale całe obręcze z piastami były. Chromu za dużo już na nich nie było ale mi to nie przeszkadzało. Brakujące części czyli jakieś blaszki, inne drobnostki oraz zawieszenie przednie i tylne teleskopy, siodełko kupowałem używane u lokalnego sprzedawcy. Finalnie jedynie pręt hamulca był nowy, reszta blaszek używka. Inne łożyska, szczeki czy jakieś elementy wymagające wymiany jak gumy podnóżka nowe. Guma rolgazu też nowa, natomiast lewa i ta od kopniaka stara bo takie był zamontowane i w dobrym stanie były. Połowa czerwca to już wyglądało to jak komarek. Wleciał łańcuch, koła był przymierzane. O ile z tylnym poszło szybko o tyle przód, niekoniecznie. Lewi widelec był krzywy po jakimś mniej mi znanym zdarzeniu. Cofnięty do tyłu, wygięty i wgl masakra. Prostowałem go wcześniej ale mimo to koło by obdzierało szprychami o niego. Jeszcze raz demontaż go z ramy, na ziemie, i gięcie na zimno. Po trudach udało się wyprostować. Szczęśliwy montuje go, dokręcam nakrętkę od łożyska iii trach. Gwint w jednym miejscu był zerwany ale dało się dokręcić. Dało bo właśnie się zerwał i nici z tego. Nie powiem już miałem ochotę to wszystko w krzaki wyrzucić

. Zacząłem kombinować bo ciężko o widelec w takim kolorze i dobrym stanie. Z pomocą przyszły stojące obok wigry. W nim na łożysko idzie jeszcze taka nakrętka z trzema wycięciami. Niestety średnica rurki była minimalnie mniejsza niż w komarze

ale po jednym nakręceniu przegwintowała się. Więc założyłem wszystko jak normalnie, ale górną część która nie miała złapać jak gwintu dokręciłem ową nakrętką. Gwint wyżej był dobry więc wszystko pięknie wyszło. Po założeniu półki górnej nie widać śladu po modyfikacji. Kierownice i lampę miałem ogarniętą czas na montaż. Ślimak jak i licznik był w pełni sprawny a komar miał dokładnie 7434km. Uważam że to dużo jak na komarka.
Post wyjdzie i tak bardzo długi, piszę tylko o ważniejszych momentach. Elektrykę ogarnąłem, z tyłu lampka nie świeciła, okazało się że śruby skorodowały tak mocno że nie było masy, chwila roboty, śrubki nowe i gotowe. Pisząc post wymieniałem w nim kilka dni temu sprzęgło bo na starym ciągnęło cały czas. Komarek pierwszą jazdę odbył 8 lipca. Póki co pokonałem nim jakieś 25 km, ani razu żadnej awarii. Wiadomo jazda nim tylko po drogach polnych bo ani na to papierów ani nic nie mam

. Komarek posiada jeszcze tablice systemu '56-'76, fajny detal. Komarek należał do ś.p. ojca właściciela obecnego, z tego co wiem jeździł nim jakoś do roku 90, wtedy zdążyła się jakaś awaria poważniejsza - a raczej kilka

. Komarek zostaje oczywiście w patynie, nie ma mowy bym to malował. Wszystko wypolerowane, w 100% sprawny technicznie, jedynie dzwonka brakuje. Z rzeczy które będę chciał przy nim zrobić to górne mocowanie lewego teleskopa- gwintu jest ciut za mało i jest zniszczony, nie mieszczą się podkładki a śrubka jest na klej wklejona. Jestem ciekaw czy ktokolwiek przeczyta to w całości, pisanie posta z jakieś 2 godzinki mi zajęło

. Komar to oczywiście model 2350 z roku '75. Zdjęcia z prac również zamieszczam, mam nadzieje że jakoś mi to wyjdzie xD. Kolejną renowacje będę na bieżąco pokazywał, a na pewno niedługo coś do mnie trafi. Jak coś się będzie działo przy komarku też na pewno tu wrzucę. Zapraszam do komentowania i oceniania
Albo nie umiem we wstawianie zdjęć albo tylko 5 naraz można :<
[attachment=24035]
[attachment=24036]
[attachment=24037]
[attachment=24038]
[attachment=24039]
[attachment=24040]
[attachment=24041]